Wiem, że dawno nie pisałam rozdziałów.Z góry przepraszam.Naprawdę jest mi strasznie przykro, że zawiodłam Was miśki, ale poprawię się.Wybaczycie mi?
Dobra, wracają do nazwy posta to 3 osoby nominowały mnie do tejże nagrody.Teraz krótko "co to jest?".
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach
uznania za ''dobrze wykonaną robotę''. Jest przyznawana blogom o
mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich
rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań
otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11
osób ( informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno
nominować bloga, który Cię nominował.
Libster Award 1
Od Tomsonowa Lach
1.Co robisz w wolnym czasie?
Słucham muzyki :P
2.Masz jakiś gadżet związany z Afromntal?
Oprucz płyt, to nic xD
3.Kolekcjonujesz coś?Jak tak, to co?
Nie, nie kolekcjonuje niczego!Nicość xDD
4.Ulubiony napój?
Sok pomarańczowy ^^
5.Ulubiony sport?
Jazda konna 8D
6.Piszesz pamiętnik?
Szczerze?Nie :d
7.Ile czasu piszesz swojego bloga?
A wiesz, że nie wiem?
8.Wolisz kąpiel w wannie czy pod prysznicem?
Prysznic !!! Oł jee
9.Mieszkasz w domu czy w bloku?
Na osiedlu ! Trolololo
10.Co robisz kiedy cierpisz na bezsenność?
Wymyślam nowe rozdziały xP
11.W jaki województwie mieszkasz?
W pomorskim :)
Libster Award 2
Od Adrianny
1.Co cenisz w sobie?
Stanowczość
2.Ulubiony artysta?
I ty karzesz mi wybierać!? The fuck? XDDDD
3.Masz prawdziwych przyjaciół?
Jedną, najlepszą przyjaciółkę.Jednak nie chciała żebym upubliczniała jej imię, więc napisze tylko tyle, że "nazywa się" Maddie.
4.Czy chciałabyś mieć dredy?
To byłoby ciekawe...
5.Nike vs Supra
Nike :PP
6.Chciałabyś mieć tatuaż?
Tak, ale taki malutki.Małą, czarną gwiazdkę na dłoni.
7.Jaki jest Twój ideał chłopaka?
Wysoki szatyn z czekoladowymi oczami =^^=
8.Jaki jest najbardziej interesujący przedmiot w Twoim pokoju?
Mój IPod.Na nim powstają wszystkie rozdziały.
9.Jak nazwiesz swoje dzieci?
Carmen i Luiza ^<^
10.Do kogo dzwonisz kiedy masz kłopoty?
Do nikogo.Nie będę ludzi dusić moimi problemami -.-
11.Jaką magiczną moc chciałabyś posiadać?
Zdecydowanie latanie.
Libster Award 3
Od Afroluśka
1.Czy masz zdjęcie z jakimś chłopakiem z Afromental ?
Nie :( Ale jak będę mieć to na pewno Wam pokaże.Tego możecie być pewni :))
2.Dlaczego piszesz akurat o Afromental?
Jest to jeden z wielu (baaaardzo wielu) ulubionych wykonawców.Pewnego dnia była sobie taka Panna Hex i jak na pstryknięcie miała pomysł na opowiadanie. :)
3.Ile masz wzrostu?
1,54 i pół.
4.Ile masz lat?
11 lat xDDD
5.Gdybyś mogła wybrać gdzie chcesz mieszkać gdzie by to było?
Kraków
6.Jak długo interesujesz się Afromental?
Jakiś rok.
7.Jakie masz hobby ?
Moim hobby jest pisanie- dla Was, moich misiaczków :*
8.Masz rodzeństwo?
Starszego o 6 lata brata, Maćka.
9.Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
We Own The Night-The Wanted
10.Torba czy plecak ?
Torba ;)
11.Jaka jest twoim zdaniem najważniejsza cecha przyjaciela ?
Szczerość-jeśli coś mu się nie podobna, artykułuje to.
Więc moje pytania :)
1.Co w Afromental lubisz najbardziej?
2.Jakiej muzyki (gatunku) słuchasz najczęściej?
3.Ulubione zwierzę?
4.Ulubiony aktor/ka?
5.Jaki styl ubierania się lubisz najbardziej?
6.Jakie jest Twoje najzabawniejsze wspomnienie?
7.Piszesz bloga.Kto z Twojego otoczenia wie o nim?
8.Jaka jest Twoja ulubiona liczba/cyfra?
9.Jakiego wykonawcy najbardziej nie lubisz?
10.Jaki smak lodów lubisz najbardziej?
11.Czy jesteś totalnie odjechana?
środa, 14 sierpnia 2013
Rozdział 10
Tak jak mówiłam rozbrzmiały pierwsze dźwięki To The End.Nie, No cholera jasna utłukę dziada.
***
-Już mówiłam, że Ciebie uduszę?-powiedziałam do Tomsona.
-Nie.
-To teraz ci mówię: Lach jesteś trupem!!!
-Jezu, Wojtek ratuj ja tu zginę!-schował się za kumplem.
-Wiesz co, ja nie chce mieć naleśnika z twarzy-pobiegł na drugi koniec pomieszczenia, a że jesteśmy za kulisami za daleko to on nie zwiał.
-Hej,hej,hej.Nie ma co się spinać.Wrzućcie na luz-stanął między nami Grzesiek (miałam okazje nauczyć się ich imion).
-Lepiej sobie pójdź, bo jak nie to ukręce ci łepek, jak takiemu króliczkowi-powiedziałam wykonując ruch, którym mogłabym naprawdę łep mu ukręcić.On w odpowiedzi dał susa za fotel.
-O-o-powiedział Tomson, poczym dał nogę na zewnątrz.
-Nie gonisz go?-zapytał Alek.
-Nie, sam rzucił się na pożarcie.Ci fani go tam zatłuką.
-Więc takie buty!
-Dookładnie-wyszłam na zewnątrz.
-Ej a to nie jest ta dziewczyna o której chłopaki mówili?-usłyszałam w tłumie.
-Nie-odpowiedziałam.-Chwila moment.Gdzie jest Aurelka?-rozejrzałam się nerwowo.
-Tutaj-mała postać pociągnęła mnie za skrawek bluzki.
-Aurelka!-ucieszyłam się podnosząc ją.-Tylko ani słowa mamie i bratu, jasne?
-Tak.
I poszłyśmy do domu.
***
-Mama!-krzyknęła Aurelka.
-Hej mamo-powiedziałam znudzona.
-Było aż tak źle?-zapytała.
-To nie moje nuty-poszłam do pokoju.
***
Jest następny dzień.Aurelka jest cała w skowronkach, a mój brat siedzi z kolegami przed konsolą.
-Ding dong-rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
-Młody idź otworzyć!-wrzasnęłam.
-Dobra…Ania i Wioletta przyszły-odpowiedział.
Po czym zeszłam na dół.
Po chwili zobaczyłam jak Anka wyciąga gazetę i mówi:
-Czemu nam nie powiedziałaś?!
Dopiero teraz rozumiem o co jej chodziło.Na pierwszych stronach gazet widniało moje zdjęcie z wczorajszego koncertu z podpisem "Nowa gwiazda?Czy to tylko spekulacje?Na temat Endżi wypowie się Afromental".
-Że co?!!
Podbiegłam do telewizora i odłączyłam kabel HDMI przez co chłopacy musieli sobie pójść.
-No ej!-krzyknął Michał.
-Spie*dalać!-pokazałam na schody.
-No dobra-odpowiedział pochmurnie.
Zaraz ja i dziewczyny przełączyłyśmy na inne wejście.Zaczęłyśmy skakać po kanałach.
-The Wanted,Grubson,Nicki Minaj… czekaj, zespół Jarzębina?Nie tam, leć dalej-mówiłam wskazując różnych artystów na kanałach.
-Jest Afromntal-powiedziała Letta.
-Wczoraj na koncercie Afromental pojawiła się tajemnicza dziewczyna.Nasze źródła dowodzą, że owa dziewczyna ma na imię Andżelika.Jej głos zadziwił wszystkie osoby na tym widowisku.Co na ten temat mają do powiedzania chłopacy z Afro?-powiedziała prezenterka.-Chłopaki co Was łączy z tajemniczą Andżeliką?-kontynuowała.
-Jest naszą dobrą znajomą-odpowiedzieli zgodnie.
Dalszej części nie słuchałam.Wiedziałam, że jeśli mama się dowie to będę mieć przesrane...
I jak na zawołanie, moja mama wparowała do salonu niczym huragan.
-CO TO MA BYĆ?!!!-rzuciła na stół gazetą.
-Mamo…
-Już niema mamy, teraz jedziesz do babci Hildegardy!- krzyczała.
A nie mówiłam?Total przesrane.Jednak babcia Hildegarda i dziadek Dezydery są spoczko.
-Ale jak mam w tedy chodzić na treningi?-zapytałam udając spokojną.
-Tam też jest Świątynia.
Pewnie Wam nie mówiłam, ale trenuję Wu-shu.Jest to tak zwany "święty trening".Technika ta jest dosyć niebezpieczna.Używa się tam maczug, buław i tak dalej.Oczywiście my tym nie walczymy.Tylko z takich różnych przeszkód tworzy się tory, które trzeba przejść bez zatrzymania,bez żadnych urazów i w jak najkrótszym czasie.Każdy przyjmuję tam imię, którym posługuje się w Świątyniach.Ja przyjęłam imię Satsuke.Jednak wszyscy do mnie mówią Saskei.
-No dobra.
-Idź się spakować.Pojedziesz pociągiem.
Po czym poszłam na górę ze łzami w oczach, a za mną pobiegły Anka i Letta.
-Co teraz zrobisz?-zapytały.
-Nie wiem jak wy, ale ja się pakuje i jadę do Krakowa.
-Krakowa?Przecierz to jest kawał drogi ztąd!-przestraszyła się Letta.
-Nie wiem kiedy wracam-ostrzegłam.
***
Jesteśmy na peronie.Nadjeżdża mój pociąg i muszę się pożegnać.
-Letta ty nie bój się, pięknie rysujesz i wiem, że możesz wyjść na ludzi z tym talentem-przytuliłam ją.-A ty Anka pamiętaj, że jesteś piękna oraz mądra i tylko Ci którym naprawdę na Tobie zależy, możesz zaufać-przytuliłam drugą płacząc.
-A ty Endżi pamiętaj, że możesz nas nie widzieć, ale my cały czas z Tobą będziemy.
_______________________________________
Wiem, że rozdział krótki,ale zawsze coś :)
***
-Już mówiłam, że Ciebie uduszę?-powiedziałam do Tomsona.
-Nie.
-To teraz ci mówię: Lach jesteś trupem!!!
-Jezu, Wojtek ratuj ja tu zginę!-schował się za kumplem.
-Wiesz co, ja nie chce mieć naleśnika z twarzy-pobiegł na drugi koniec pomieszczenia, a że jesteśmy za kulisami za daleko to on nie zwiał.
-Hej,hej,hej.Nie ma co się spinać.Wrzućcie na luz-stanął między nami Grzesiek (miałam okazje nauczyć się ich imion).
-Lepiej sobie pójdź, bo jak nie to ukręce ci łepek, jak takiemu króliczkowi-powiedziałam wykonując ruch, którym mogłabym naprawdę łep mu ukręcić.On w odpowiedzi dał susa za fotel.
-O-o-powiedział Tomson, poczym dał nogę na zewnątrz.
-Nie gonisz go?-zapytał Alek.
-Nie, sam rzucił się na pożarcie.Ci fani go tam zatłuką.
-Więc takie buty!
-Dookładnie-wyszłam na zewnątrz.
-Ej a to nie jest ta dziewczyna o której chłopaki mówili?-usłyszałam w tłumie.
-Nie-odpowiedziałam.-Chwila moment.Gdzie jest Aurelka?-rozejrzałam się nerwowo.
-Tutaj-mała postać pociągnęła mnie za skrawek bluzki.
-Aurelka!-ucieszyłam się podnosząc ją.-Tylko ani słowa mamie i bratu, jasne?
-Tak.
I poszłyśmy do domu.
***
-Mama!-krzyknęła Aurelka.
-Hej mamo-powiedziałam znudzona.
-Było aż tak źle?-zapytała.
-To nie moje nuty-poszłam do pokoju.
***
Jest następny dzień.Aurelka jest cała w skowronkach, a mój brat siedzi z kolegami przed konsolą.
-Ding dong-rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
-Młody idź otworzyć!-wrzasnęłam.
-Dobra…Ania i Wioletta przyszły-odpowiedział.
Po czym zeszłam na dół.
Po chwili zobaczyłam jak Anka wyciąga gazetę i mówi:
-Czemu nam nie powiedziałaś?!
Dopiero teraz rozumiem o co jej chodziło.Na pierwszych stronach gazet widniało moje zdjęcie z wczorajszego koncertu z podpisem "Nowa gwiazda?Czy to tylko spekulacje?Na temat Endżi wypowie się Afromental".
-Że co?!!
Podbiegłam do telewizora i odłączyłam kabel HDMI przez co chłopacy musieli sobie pójść.
-No ej!-krzyknął Michał.
-Spie*dalać!-pokazałam na schody.
-No dobra-odpowiedział pochmurnie.
Zaraz ja i dziewczyny przełączyłyśmy na inne wejście.Zaczęłyśmy skakać po kanałach.
-The Wanted,Grubson,Nicki Minaj… czekaj, zespół Jarzębina?Nie tam, leć dalej-mówiłam wskazując różnych artystów na kanałach.
-Jest Afromntal-powiedziała Letta.
-Wczoraj na koncercie Afromental pojawiła się tajemnicza dziewczyna.Nasze źródła dowodzą, że owa dziewczyna ma na imię Andżelika.Jej głos zadziwił wszystkie osoby na tym widowisku.Co na ten temat mają do powiedzania chłopacy z Afro?-powiedziała prezenterka.-Chłopaki co Was łączy z tajemniczą Andżeliką?-kontynuowała.
-Jest naszą dobrą znajomą-odpowiedzieli zgodnie.
Dalszej części nie słuchałam.Wiedziałam, że jeśli mama się dowie to będę mieć przesrane...
I jak na zawołanie, moja mama wparowała do salonu niczym huragan.
-CO TO MA BYĆ?!!!-rzuciła na stół gazetą.
-Mamo…
-Już niema mamy, teraz jedziesz do babci Hildegardy!- krzyczała.
A nie mówiłam?Total przesrane.Jednak babcia Hildegarda i dziadek Dezydery są spoczko.
-Ale jak mam w tedy chodzić na treningi?-zapytałam udając spokojną.
-Tam też jest Świątynia.
Pewnie Wam nie mówiłam, ale trenuję Wu-shu.Jest to tak zwany "święty trening".Technika ta jest dosyć niebezpieczna.Używa się tam maczug, buław i tak dalej.Oczywiście my tym nie walczymy.Tylko z takich różnych przeszkód tworzy się tory, które trzeba przejść bez zatrzymania,bez żadnych urazów i w jak najkrótszym czasie.Każdy przyjmuję tam imię, którym posługuje się w Świątyniach.Ja przyjęłam imię Satsuke.Jednak wszyscy do mnie mówią Saskei.
-No dobra.
-Idź się spakować.Pojedziesz pociągiem.
Po czym poszłam na górę ze łzami w oczach, a za mną pobiegły Anka i Letta.
-Co teraz zrobisz?-zapytały.
-Nie wiem jak wy, ale ja się pakuje i jadę do Krakowa.
-Krakowa?Przecierz to jest kawał drogi ztąd!-przestraszyła się Letta.
-Nie wiem kiedy wracam-ostrzegłam.
***
Jesteśmy na peronie.Nadjeżdża mój pociąg i muszę się pożegnać.
-Letta ty nie bój się, pięknie rysujesz i wiem, że możesz wyjść na ludzi z tym talentem-przytuliłam ją.-A ty Anka pamiętaj, że jesteś piękna oraz mądra i tylko Ci którym naprawdę na Tobie zależy, możesz zaufać-przytuliłam drugą płacząc.
-A ty Endżi pamiętaj, że możesz nas nie widzieć, ale my cały czas z Tobą będziemy.
_______________________________________
Wiem, że rozdział krótki,ale zawsze coś :)
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 9
Nie no kurde.
-Więc... To był Olek-jakoś zaczęłam.
-No dobrze, ale gdzie ty byłaś cały dzień?-zapytała mama lekko uspokojona.Oh, fuck.Nie no, serio?!
-Yyyy...Byłam
z Olkiem u jego kolegów-odpowiedziałam bez namysłu.Tak, tak
Andżelika.Zaraz się ciebie zapyta kim są ci jego "koledzy" i co z nimi
tam robiłam (tylko plisss bez skojarzeń :p).Puknij się w głowę pani
debil!
-No dobrze, ale co z nimi robiłaś?-stajesz się zbyt przewidywalna mamo -.-
-Rozmawialiśmy.
-O czym?
-Mamo, a o czym można rozmawiać?
-Wiesz, jest dużo różnych tematów do rozmów.
-Rozmawialiśmy o muzyce-nie no, serio?!!!!Naprawdę myślenie jest takie trudne?!Mama się wraca do kuchi, czyli zdałam test.
***
-I'm
sorry that I-zaczęła Aurelka.Miała fiubździu na temat Afromental.Nie
mam zamiaru jej mówić, że znam ich osobiście.Rzuciła by się na mnie, jak
rozwścieczony orangutan O_o Może kiedyś jej powiem, w każdym bądź razie
nie teraz.
-Iiiiiiiiiii-wydarła się moja siostra.Ciekawe co tym razem...
-Czego się drzesz?!-wpadłam do jej pokoju.
-Afromental gra koncert w tą sobotę-wypiszczała wpatrzona w monitor.Mam pomysła...Hłe,hłe,hłe :d
-Mamo mogę iść?-powiedziała Aurelka.Teraz dopiero się zoriętowałam, że za mną stoi moja rodzicielka.
-Pod warunkiem, że Andżelika z tobą pójdzie-zwróciła się do mnie.Ukrywałam zaciesz, że zrobię chłopakom niespodziankę.
-No dobra...-powiedziałam ociężale.
-Tak,tak TAK!!!-zaczęła krzyczeć Młoda.Co jak co, ale drzeć gębę to ona umiała.
-Mam
bilet na Green Day'a w Łodzi-szepnęła mi na ucho mama.JEST xDD A więc
wracając do tego co wcześniej już mówiłam: Mam pomysła :p Na koncert
przyjdę dosyć wcześnie z siostrą, aby zająć dobre miejsca.Kiedy koncert
się zacznie...Już widzę miny chłopaków xd Będzie ubaw po pachy :) Ale
wait,wait,wait...Ta sobota...The fuck, dziś jest piątek -.-
-A o której zaczyna się kocert?-zapytałam.
-O 20.
-Spoko.
Teraz dopiero przykuły moją uwagę ściany poobklejane plakatami Barona.Muszę mu to powoiedzieć :pp
-Zobaczę Barona na żywo-rozmarzyła się.-A ty?
-Co ja?
-Cieszysz
się, że zobaczysz ich n a ż y w o?-zaznaczyła dwa ostatnie słowa.Co
prawda widziałam ich już na żywo, ale w programie.A właśnie, odpadłam z
programu; byli inni, lepsi.
-Sama nie wiem-odpowiedziałam wbrew prawdzie.Już niemogłam się doczekać jutrzejszego spotkania.
***
-O
mój Panie-przeciągnęłam się ociężale.-12 : 30 i 7 nieodebranych
połączeń od Barona.Chwileczkę, skąd on ma mój numer?Letta i Anka...
-Halo?-odebrałam.
-Nie
obudziłem ciebie?-zapytał zmartwiony Alek.Fajnie jest mieć osobę, która
tak o was dba.Zwłaszcza jeśli ta osoba jest pułci przeciwnej :p
-Nie no co ty.
-Chciałem się spytać czy coś dzisiaj szczególnego robisz.
-Mam opiekować się siostrą.Mój etat opiekunki zaczyna się o 20.
-A masz coś zaplanowanego na 15?
-Raczej nie-pamiętacie co ostatnio z takiego wywiady wyszło?
-To o 3 bądź gotowa.Mam surprise'a.
-No dobra-rozłączyłam się.
Chciało
mi się krzyczeć i śmiać.Jeśli surprise'em można nazwać "wycieczkę"
(tak, właśnie tą "wycieczkę" mam na myśli :) ) to chyba będzie fajnie :3
Ciekawe co tym razem namyślił nasz kolega muzyk.
***
Jest jakaś 14. Okazało się, że mama pojechała do koleżanki czyli jutro nie będzie wymyślania na bierząco.
Ubrałam
czarną sukienkę.Była za kolano i taka "rozczapierzona" :D Kiedy miałam
wyjść z domu, aby poczekać na Barona przed drzwiami; on już tam stał.
-Hej-powiedzieliśmy w tym samym czasie i przytuliliśmy się.
-Więc, co dzisiaj robimy?-zapytałam w drodze do auta.
-Mówiłem, że niespodzianka-zaśmiał się.
-Już się boje-mruknęłam wesoło.
***
Zatrzymaliśmy się nad Wisłą-miejscem gdzie pierwszy raz się pocałowaliśmy.Od razu przyszły wspomnienia tamtego popołudnia.
-Poznajesz to miejsce?-zapytał.
-Aż za bardzo.
Ku
mojemu zdziwieniu poszliśmy dalej, w głąb lasu.Od razu znaleźliśmy
ścieżkę i podążaliśmy jej tropem.Po krótkim spacerku znaleźliśmy
polankę.Na jej (coś około =p) środku leżał koc i koszyk.Już chyba wiem
co się tutaj odpie*dziela.PIKNIK!!! xDD
***
Wygłupialiśmy
się,śmialiśmy i Bóg sam jeden wie co jeszcze.W pewnym momencie (nie
wiem jak to się stało, ale jakoś musiało o.O) leżeliśmy na sobie,
patrzeliśmy w oczy.Ta chwila była niezwykła.Powoli,powolutku z
zblirzaliśmy nasze twarze do siebie.Stykając się nosami obydwoje ze
śmiechem w oczach pocałowaliśmy się.Nie wiem ile minęło.Dzień,tydzień, a
może dwa?Ta chwila mogłaby trwać wiecznie.
***
-Młoda, gotowa jesteś?!-krzyknęłam.
-Jeszcze sekundkę!-zawołała w odpowiedzi.
-Tylko,
że ta sekundka trwa dobre 20 minut!Jest 19 : 30!-wrzasnęłam, po czym
Aurelka wyskoczyła w łazienki.Zaraz po tem ja się przebrałam i poszłam
do garażu, gdzie czekała już moja siostra.Wsiadłyśmy na mój motor i
ryszyłyśmy w drogę.
***
-Aaaaaa!!!-wrzeszczała
Młoda, kiedy chłopacy wyszli na scenę.Aurelka była wpatrzona w Barona
jak w obraz Davinchi'jego.Jednak największe bagno było kiedy chłopacy
zauważyli moją osobę.
-O fuck-powiedziałam do siebie, po czym Tomson (pewnie chciał mi dokoać -.-) zaprosił mnie na scenę.
-Zaszlachtuję,
zasztyletuje, zakopie, odkopie i tak z 1000 razy, aż mi się
znudzi-powiedziałam mijając mojego oprawcę.Tomek doskonale wiedział, że
występy publiczne stwarzały dla mnie problem, duży problem.
Nim się zoriętowałam rozbrzmiały pierwsze dźwięki To The End...
wtorek, 21 maja 2013
Rozdział 8
Nie wiem co było dalej, ale szczerze gówno mnie to obchodzi.Aktualnie
siedzę w ławce szkolnej i słucham jak to ,,Akapity są naprawdę ważne jak
i interpunkcja". Oh, my GOD!!! Nie mamy 3 lat!!!Co z tego, że mam
kolejne 3+ z Polaka?!!Szczerze?Mam to gdzieś -.- Moja mama mówi, że mam
mieć po prostu zaliczone wszystkie przedmioty.Wracając do tematu, nie
mogę przestać myśleć o wczorajszym dniu.
Uwaga!!!3…2…1…JEST!!! Koniec lekcji!!!Ten dzwonek jest moim ulubionym :)
Właśnie wkładałam książki do szafki, kiedy dostałam SMS-a.
-Od Alka-mruknęłam do siebie.-Musisz mi pomóc-przeczytałam głośniej.Wychodząc przed szkołę trafiłam na dziedziniec.Miejsce zabaw podstawówki.Największy ubaw jest pod koniec roku szkolnego, kiedy zaczyna się lato.Wszystkie plastiki zakładają 2 metrowe szpile i idą tak przez dziedziniec z miną ,,Jestem monarchą i masz mi służyć". Kiedy jakiś dzieciak kopnie (nawet nie chcący, ale takich nie ma :p) piłkę pod nogi takiej na przykład Wiktorii i Zosi to jest śmiechu co niemiara.One leżą i nie mogą wstać z takimi obcasami, a mówią same, że to ja w trampkach jestem niezdara.W zeszłym roku Ala, moja koleżanka zrobiła im zdjęcie i wstawiła na Facebooka.1598 lików xD Znów zbaczam z tematu -,- Na czym to ja...Właśnie!O te piłki i nie piłki można się zabić.
-Siemka-szturchnął mnie James, nowy z wymiany.Jest kapitanem drużyny piłkarskiej naszej szkoły.
-Cześć, co cu ciebie?-zapytałam.Pierwszy raz Jay tak ze mną rozmawia.
-U mnie dobrze.Tak w ogóle to czekasz na kogoś?
-Tak, albo raczej nie.Szukam przyjaciela-przyjaciela...Czy Barona mogę nazwać przyjacielem?Może jest kimś więcej?
-To żeby ten twój "przyjaciel" się odnalazł-zrobił w powietrzu cudzysłów mówiąc "przyjaciel".-Narka!
-Narka!
Podeszłam bliżej bramy i dopiero teraz zauważyłam Aleksa czekającego na mnie na przeciwko.-Baron!-zawołałam.
-Hejka Endżi-przytulił mnie.-Więc wracając do sprawy, to jak wiesz, albo i nie wiesz-zaśmiał się.-Wozzo miał wczoraj urodziny i...-przerwałam mu.
-Dobra, dobra już kumam.
-To wsiadaj i w drogę-otworzył mi drzwi od auta, niczym prawdziwy dżentelmen.Tylko czy dżentelmen ma dredy?Bo coś mi się zdaje, że nie...
***
Jesteśmy już ja miejscu.Pierwszy raz na oczy widzę Dom Pracy Twórczej.Naprawdę ładne miejsce.Jednak napawa mnie strachem co zastanę w środku.Może totalny bajzel, a może perfekcyjną panią domu?Kto cie tam wie...
-Wchodzisz?-zapytał otwierając drzwii.Totalnie się zamyśliłam.
-Yyy... Tak,tak-odpowiedziałam pędem, odrzycając wszystkie czarne scenariusze.Jednak to co tam zobaczyłam przerosło moją własną wyobraźnię.
-Tu był huragan, napad czy cokolwiek?-zapytałam.
-Wybieram cokolwiek-uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dobra...-przeciągnęłam podchodząc do Dziamasa.Chłopak przeszedł przeze mnie zrobionych parę badań.
-Obudzą się około za 2,5 godziny.Powinno starczyć-stwierdziłam patrząc na zegarek.-Ja ogarnę tutaj, a ty na piętrze, zgoda?
-Spoko-przybiliśmy sobię "high five'a" na dobry start.
***
Ze sprzątaniem nie było problemu.Tylko może był mały kiedy trzeba była odwracać meble i ustawiać je na prawidłowe miejsce.Po skończonych porządkach, nie minęło 5 minut, a pierwsi już byli na nogach.
-Ale mi łeb napie*dala-jęknął jeden.
-Lepiej cicho siedź, mnie bardziej-powiedział drugi.Nie wiem który to który bo każdy jęk był taki sam!No może nie w zupełności...Rozpoznałam jęk Tomsona.Przeszły mnie w tedy ciarki i zrobiło mi się gorąco.Trochę potu poleciało po moich rękach.
-Hejka chłopaki!Zgaduje, że was dyńki napie*dalają-przywitałam całą 6.Jak na gwizdek wszyscy spojrzeli w moją stronę.Ja przechyliłam głowę w lewo, oni w lewo.Ja w prawo, oni w prawo.Baron przyglądał się temu z boku i śmiał.
-Co ona tu...jak...kiedy...WHAT THE FUCK?!!!-krzyknął Wozzo nic nie ogarniając.
-Jestem tu 2,5 godziny-powiedziałam z góry znając pytanie.
-Ale jak...
-Przyjechałam z Alkiem-odpowiedziałam.-Wy serio jesteście tacy przewidywalni?
-Najwyraźniej-powiedział Baron podchodząc do nas.-A więc, co mnie ominęło?
-Yyyy....A coś miało?-spytał Torres z totalnym roz**banym mózgiem.
-Cała noc, urodziny Łoza-wyliczał na palcach chłopak.
-Nie wiem jak wy, ale ja nic nie pamiętam-powiedział wczorajszy jubilat, zażywając aspirynę.
-Ja też-odpowiedziała cała 5 na raz.
-Inaczej, od razu schlaliście się na beton?-zapytałam siadając okrakiem na krześle.
-Mhmmm...nie wiem-odparł po chwili zastanowienia Tomson.
-Czyli tak-westchnęłam.Co jak co, ale w dochodzeniu jestem dobra.-No nic, ja się zbieram.Jest 17 : 30.
-Ja cię odwiozę-poszedł za mną Alek.Nie zaprzeczałam, bo wiem, że z racji dobrego wychowania on i tak by postawił na swoim.
-Czemu Tomson jest dla mnie taki nie miły?-powiedziałam bardziej do siebie, jadąc autem
-On ostatnio w ogóle się zmienił.Jest bardziej opryskliwy.Kidy ktoś z nas schodzi na twój temat Tomek automatycznie albo sobie idzie, albo staje się taki naburmuszony.Nie wiem co z nim jest-poinformował mnie Baron.Jednak to przed ostatnie zdanie mnie zaciekawiło
-Czyli chodzi o mnie-mruknęłam, co nie przeszło uwadze mojemu towarzyszowi.
-Może porozmawiaj z nim?-zaproponował.
-Z tą chodzącą bombą zegarową?W życiu Romana-powiedziałam ostrzej.Unikałam tego tematu.Nie wiem w czym leży problem.W sumie to może Alek ma racje?Może wystarczy porozmawiać, wymienić spostrzeżenia?Sama już nie wiem.
-Dobra, dobra ja nic już nie mówię-zatrzymał auto.-Jesteśmy na miejscu.
-Kurde
-Co?
-Skoro wiesz gdzie mieszkam to będziesz mnie pewnie często nachodził-zaśmialiśmy się oboje.-To cześć.
-Hej.
Czułam, że Alek odprowadza mnie wzrokiem.Mam wrażenie, że on coś zaraz zrobi, tylko ciągle to odwleka.No kurde, czai się jak wąż do srania.Odwróciłam się przez ramię i chłopak nadal tam był.Uśmiechnął się do mnie i pomachał.
-No dobra-mruknęłam ledwo słyszalnie.Weszłam do domu i zobaczyłam to co zawsze: Mój starszy brat gra z kolegami na komputerze, "młoda" (młodsza siostra :p) ogląda jakąś bajkę z księżniczkami, a Jackie próbuje zjeść maminą szynkę.Simple.
-Witam ludu mój!-krzyknęłam na całą posiadłość.Zaraz obok mnie zjawiła się mama,Jackie i oczywiście Aurelka, moja 5 letnia siostra.
-Kim był ten uroczy chłopak i gdzie byłaś cały dzień?!-no to się zaczęło...
Uwaga!!!3…2…1…JEST!!! Koniec lekcji!!!Ten dzwonek jest moim ulubionym :)
Właśnie wkładałam książki do szafki, kiedy dostałam SMS-a.
-Od Alka-mruknęłam do siebie.-Musisz mi pomóc-przeczytałam głośniej.Wychodząc przed szkołę trafiłam na dziedziniec.Miejsce zabaw podstawówki.Największy ubaw jest pod koniec roku szkolnego, kiedy zaczyna się lato.Wszystkie plastiki zakładają 2 metrowe szpile i idą tak przez dziedziniec z miną ,,Jestem monarchą i masz mi służyć". Kiedy jakiś dzieciak kopnie (nawet nie chcący, ale takich nie ma :p) piłkę pod nogi takiej na przykład Wiktorii i Zosi to jest śmiechu co niemiara.One leżą i nie mogą wstać z takimi obcasami, a mówią same, że to ja w trampkach jestem niezdara.W zeszłym roku Ala, moja koleżanka zrobiła im zdjęcie i wstawiła na Facebooka.1598 lików xD Znów zbaczam z tematu -,- Na czym to ja...Właśnie!O te piłki i nie piłki można się zabić.
-Siemka-szturchnął mnie James, nowy z wymiany.Jest kapitanem drużyny piłkarskiej naszej szkoły.
-Cześć, co cu ciebie?-zapytałam.Pierwszy raz Jay tak ze mną rozmawia.
-U mnie dobrze.Tak w ogóle to czekasz na kogoś?
-Tak, albo raczej nie.Szukam przyjaciela-przyjaciela...Czy Barona mogę nazwać przyjacielem?Może jest kimś więcej?
-To żeby ten twój "przyjaciel" się odnalazł-zrobił w powietrzu cudzysłów mówiąc "przyjaciel".-Narka!
-Narka!
Podeszłam bliżej bramy i dopiero teraz zauważyłam Aleksa czekającego na mnie na przeciwko.-Baron!-zawołałam.
-Hejka Endżi-przytulił mnie.-Więc wracając do sprawy, to jak wiesz, albo i nie wiesz-zaśmiał się.-Wozzo miał wczoraj urodziny i...-przerwałam mu.
-Dobra, dobra już kumam.
-To wsiadaj i w drogę-otworzył mi drzwi od auta, niczym prawdziwy dżentelmen.Tylko czy dżentelmen ma dredy?Bo coś mi się zdaje, że nie...
***
Jesteśmy już ja miejscu.Pierwszy raz na oczy widzę Dom Pracy Twórczej.Naprawdę ładne miejsce.Jednak napawa mnie strachem co zastanę w środku.Może totalny bajzel, a może perfekcyjną panią domu?Kto cie tam wie...
-Wchodzisz?-zapytał otwierając drzwii.Totalnie się zamyśliłam.
-Yyy... Tak,tak-odpowiedziałam pędem, odrzycając wszystkie czarne scenariusze.Jednak to co tam zobaczyłam przerosło moją własną wyobraźnię.
-Tu był huragan, napad czy cokolwiek?-zapytałam.
-Wybieram cokolwiek-uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dobra...-przeciągnęłam podchodząc do Dziamasa.Chłopak przeszedł przeze mnie zrobionych parę badań.
-Obudzą się około za 2,5 godziny.Powinno starczyć-stwierdziłam patrząc na zegarek.-Ja ogarnę tutaj, a ty na piętrze, zgoda?
-Spoko-przybiliśmy sobię "high five'a" na dobry start.
***
Ze sprzątaniem nie było problemu.Tylko może był mały kiedy trzeba była odwracać meble i ustawiać je na prawidłowe miejsce.Po skończonych porządkach, nie minęło 5 minut, a pierwsi już byli na nogach.
-Ale mi łeb napie*dala-jęknął jeden.
-Lepiej cicho siedź, mnie bardziej-powiedział drugi.Nie wiem który to który bo każdy jęk był taki sam!No może nie w zupełności...Rozpoznałam jęk Tomsona.Przeszły mnie w tedy ciarki i zrobiło mi się gorąco.Trochę potu poleciało po moich rękach.
-Hejka chłopaki!Zgaduje, że was dyńki napie*dalają-przywitałam całą 6.Jak na gwizdek wszyscy spojrzeli w moją stronę.Ja przechyliłam głowę w lewo, oni w lewo.Ja w prawo, oni w prawo.Baron przyglądał się temu z boku i śmiał.
-Co ona tu...jak...kiedy...WHAT THE FUCK?!!!-krzyknął Wozzo nic nie ogarniając.
-Jestem tu 2,5 godziny-powiedziałam z góry znając pytanie.
-Ale jak...
-Przyjechałam z Alkiem-odpowiedziałam.-Wy serio jesteście tacy przewidywalni?
-Najwyraźniej-powiedział Baron podchodząc do nas.-A więc, co mnie ominęło?
-Yyyy....A coś miało?-spytał Torres z totalnym roz**banym mózgiem.
-Cała noc, urodziny Łoza-wyliczał na palcach chłopak.
-Nie wiem jak wy, ale ja nic nie pamiętam-powiedział wczorajszy jubilat, zażywając aspirynę.
-Ja też-odpowiedziała cała 5 na raz.
-Inaczej, od razu schlaliście się na beton?-zapytałam siadając okrakiem na krześle.
-Mhmmm...nie wiem-odparł po chwili zastanowienia Tomson.
-Czyli tak-westchnęłam.Co jak co, ale w dochodzeniu jestem dobra.-No nic, ja się zbieram.Jest 17 : 30.
-Ja cię odwiozę-poszedł za mną Alek.Nie zaprzeczałam, bo wiem, że z racji dobrego wychowania on i tak by postawił na swoim.
-Czemu Tomson jest dla mnie taki nie miły?-powiedziałam bardziej do siebie, jadąc autem
-On ostatnio w ogóle się zmienił.Jest bardziej opryskliwy.Kidy ktoś z nas schodzi na twój temat Tomek automatycznie albo sobie idzie, albo staje się taki naburmuszony.Nie wiem co z nim jest-poinformował mnie Baron.Jednak to przed ostatnie zdanie mnie zaciekawiło
-Czyli chodzi o mnie-mruknęłam, co nie przeszło uwadze mojemu towarzyszowi.
-Może porozmawiaj z nim?-zaproponował.
-Z tą chodzącą bombą zegarową?W życiu Romana-powiedziałam ostrzej.Unikałam tego tematu.Nie wiem w czym leży problem.W sumie to może Alek ma racje?Może wystarczy porozmawiać, wymienić spostrzeżenia?Sama już nie wiem.
-Dobra, dobra ja nic już nie mówię-zatrzymał auto.-Jesteśmy na miejscu.
-Kurde
-Co?
-Skoro wiesz gdzie mieszkam to będziesz mnie pewnie często nachodził-zaśmialiśmy się oboje.-To cześć.
-Hej.
Czułam, że Alek odprowadza mnie wzrokiem.Mam wrażenie, że on coś zaraz zrobi, tylko ciągle to odwleka.No kurde, czai się jak wąż do srania.Odwróciłam się przez ramię i chłopak nadal tam był.Uśmiechnął się do mnie i pomachał.
-No dobra-mruknęłam ledwo słyszalnie.Weszłam do domu i zobaczyłam to co zawsze: Mój starszy brat gra z kolegami na komputerze, "młoda" (młodsza siostra :p) ogląda jakąś bajkę z księżniczkami, a Jackie próbuje zjeść maminą szynkę.Simple.
-Witam ludu mój!-krzyknęłam na całą posiadłość.Zaraz obok mnie zjawiła się mama,Jackie i oczywiście Aurelka, moja 5 letnia siostra.
-Kim był ten uroczy chłopak i gdzie byłaś cały dzień?!-no to się zaczęło...
czwartek, 9 maja 2013
Rozdział 7
-Endżi...-przeciągnęła Letta.
-Tak?-spytałam uprzejmie.Wioletta napewno czegoś chce.Zawsze przeciąga kiedy coś chce.
-Wiesz co właśnie zrobiłaś?-zagadnęła Anka.
-No jakoś nie...-ciekawe o co jej biega.
-Publicznie ośmieszyłaś celebrytę-podpowiedziała mi Letta.
-W związku z tym?-nadal nie wiem do czego zmieża.
-Za jednym zamachem jesteś już sławna.Poza tym spójrz na to przez pryzmat osoby trzeciej.Normalna DZIEWCZYNA-zaznaczyła Anka.-Poniżyła Tomasza Lacha z Afromental-zakończyła.
-Mi to jakoś różni nie robi-poklepałam przyjaciółkę po plecach.
-Mam...Sławną przyjaciółkę!!!-krzyknęła Letta z podekscytowaniem.
-Tak,tak też cię lubię.
Jest koło 18 wieczorem.Idąc do domu ktoś złapał mnie za ramię.Już miałam tego "ktosia" przeżucić przez część mojego ciała za którą trzymał na trawnik, kiedy osoba za mną przemówiła.
-Gratulacje-powiedział do mnie ciepło...właśnie, kto?Chwileczkę skądś znam ten głos, czy to nie aby…
-Baron!-krzyknęłam przytulając kolegę.
-Nieźle pojechałaś z Tomkiem-zaśmiał się.Aha, czyli oni też wiedzą.Tylko gorzej jak Tomson przyjdzie.Dostanę wpier*dol xD-Jak już mówię o Tomsonie to lepiej wiej bo on tu już idzie-spojrzał za siebie.
-Spoks, już mnie niema-uśmiechnęłam się najładniej jak umiałam.
-Andżelika!-zawołał jak mniemam Tomek.
-O k*rwa-mruknęłam, aby po chwili rzucić się do ucieczki.Wait.Ja się go boję?What the Fuck?9 razy mnie wywalono ze szkoły bo kłóciłam się z nauczycielami kto ma racje.W drodze wyjścia ja zawsze miałam rację.Więc, pytam ponownie:Ja się go do cholerci jasnej boję?!! Zatrzymałam się i dokładnie rozejrzałam się dookoła.Lewo-nic,Prawa-nic,
Przód-nic,Tył-nic?Nie,
sekundkę.Coś zblirzało się do mnie w zawrotnym tępie.Jednak za późno
spostrzegłam ów postać.Tomek wpadł na mnie PRZEZ PRZYPADEK w momencie
upadku pocałował mnie.
-O k*rwa, będzie wpier*ol!!!-wrzasnęłam i zaczęłam bić Tomsona.Za dużo sobie pozwala.Zostawiłem go pobitgo, jednak nadal przytomnego.Weszłam do domu i po cichu weszłam na górę.Mam nadzieję, że nikogo nie obudziłam...
-Dobry Boże znów do szkoły?-zadałam retoryczne pytanie.
-Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje!-krzyczał skacząc mi po łóżku Michał.
-A zwykłe "Dzień Dobry" nie łaska?!-wydarłam się z poirytowaniem.Bo nie wiem ile można komuś swoim grubym dubskiem przygniatać nogi!!!
-Złaź puki ci życia szczędzę!-znowu się wydarłam.Tyle, że tym razem poszło jak po maśle.Mój brat podreptał do siebie do pokoju.Nie chętnie wstałam i postanowiłam się wreszcie ubrać.
-Co by tu założyć…-mruknęłam pod nosem.-Już wiem!-wyjęłam ubrania i się przebrałam.W posdskokach złapałam za torbę (bo było już późno).Jak najszybciej się dało, powędrowałam do szkoły.Tak czy siak spóźniłam się na polski.
-Dobry,dobry to pan sobie nie przerywa, a ja siądę-powiedziałam nie zwracając uwagi na nauczyciela, tym samym wuwołując salwę śmiechu.
-Arek zamykaj te drzwi, bo w Tesco chyba mieszkasz-powiedziałam do wchodzącego chłopaka.Rozbawiłam tym samym wszystkich, nawet tego cyborga, potocznie nazywanym nauczycielem.Chłopak spokojnie siadł uśmiechając się do mnie zalotnie.Boże, co on sobie wyobraża?!On po prostu lubi "zaliczać" dziewczyny.Tylko ze mną jakoś mu nie idzie.Poza tym on jest nie w moim typie.Arek na krzywe teksty i W OGÓLE nie jest oryginalny.Chwilkę później zadzwonił dzwonek…
Jest c a ł e szczęście, że po lekcjach.Arek się na mnie uwziął od miesiąca.
-Arek!Moja cierpliwość się kończy!Odpier*ol się ode mnie!Mam ciebie już powyżej uszu!!!-wrzeszczałam na chłopaka.Przechodni się gapili na mnie jak cielęta w malowane wrota.Kiedy już wyładowałam na nim swoje emocje chciałam iść już spokojnie do domu.Jednak chłopak miał inne plany.
-Ale ja ciebie kocham!!!-krzyknął za mną.
-A ja ciebie nie!-Ty mnie kochasz?!Pewnie mówisz to każdej.Co tydzień masz inną dziewczynę!!Halo, obudź się człowieku!Złamałeś serca tym wszystkim nie winnym dziewczynom!-odpowiedziałam i chłopak się zamknął.Trawiłam w jego słaby punkt.Po powrocie do domu troszkę się zdziwiłam.Baron siedział w salonie i rozmawiał z moim bratem.Tylko co on ty robi?!
-Baron?-weszłam głębiej do mieszkania.
-Cześć Andżelika.Słuchaj zabieram cię na wycieczkę-uśmiechnął się tajemniczo.Na wycieczkę?Już się boję.
-Dobraaaa…-przeciągnęłam.
Jestem z Baronem na miejscu.Najpierw nie wiedziałam gdzie jesteśmy, ale teraz już wiem.Siedzieliśmy nad Wisłą.Czułam, że stanie się coś nezwykłego, ale jak na przekór czas to ciągle odwlekał.
-Endżi…-odetchnął głęboko.-Od naszego pierwszego spotkania strasznie się mi spodobałaś.Zawróciłaś mi w głowie.Nie było dnia ani godziny żebym o tobie nie myślał-skończył.O k*rwa, the fuck?!Podręczyć go, czy powiedzieć prawdę?Nie minęło dużo czasu kiedy zorietowałam się, że nasze twarze są dosyć blisko.Nagle Alek zbliżył się jeszcze bardziej do mnie i lekko musnął moje wargi, abym potem mogła go pocałować.To S T A N O W C Z O było najpiękniejsze 5 sekund mojego życia.Po chwili uśmiechnęłam się do niego i szepnęłam:
-Ty mi też, ty mi też.
-Tak?-spytałam uprzejmie.Wioletta napewno czegoś chce.Zawsze przeciąga kiedy coś chce.
-Wiesz co właśnie zrobiłaś?-zagadnęła Anka.
-No jakoś nie...-ciekawe o co jej biega.
-Publicznie ośmieszyłaś celebrytę-podpowiedziała mi Letta.
-W związku z tym?-nadal nie wiem do czego zmieża.
-Za jednym zamachem jesteś już sławna.Poza tym spójrz na to przez pryzmat osoby trzeciej.Normalna DZIEWCZYNA-zaznaczyła Anka.-Poniżyła Tomasza Lacha z Afromental-zakończyła.
-Mi to jakoś różni nie robi-poklepałam przyjaciółkę po plecach.
-Mam...Sławną przyjaciółkę!!!-krzyknęła Letta z podekscytowaniem.
-Tak,tak też cię lubię.
Jest koło 18 wieczorem.Idąc do domu ktoś złapał mnie za ramię.Już miałam tego "ktosia" przeżucić przez część mojego ciała za którą trzymał na trawnik, kiedy osoba za mną przemówiła.
-Gratulacje-powiedział do mnie ciepło...właśnie, kto?Chwileczkę skądś znam ten głos, czy to nie aby…
-Baron!-krzyknęłam przytulając kolegę.
-Nieźle pojechałaś z Tomkiem-zaśmiał się.Aha, czyli oni też wiedzą.Tylko gorzej jak Tomson przyjdzie.Dostanę wpier*dol xD-Jak już mówię o Tomsonie to lepiej wiej bo on tu już idzie-spojrzał za siebie.
-Spoks, już mnie niema-uśmiechnęłam się najładniej jak umiałam.
-Andżelika!-zawołał jak mniemam Tomek.
-O k*rwa-mruknęłam, aby po chwili rzucić się do ucieczki.Wait.Ja się go boję?What the Fuck?9 razy mnie wywalono ze szkoły bo kłóciłam się z nauczycielami kto ma racje.W drodze wyjścia ja zawsze miałam rację.Więc, pytam ponownie:Ja się go do cholerci jasnej boję?!! Zatrzymałam się i dokładnie rozejrzałam się dookoła.Lewo-nic,Prawa-nic,
-O k*rwa, będzie wpier*ol!!!-wrzasnęłam i zaczęłam bić Tomsona.Za dużo sobie pozwala.Zostawiłem go pobitgo, jednak nadal przytomnego.Weszłam do domu i po cichu weszłam na górę.Mam nadzieję, że nikogo nie obudziłam...
-Dobry Boże znów do szkoły?-zadałam retoryczne pytanie.
-Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje!-krzyczał skacząc mi po łóżku Michał.
-A zwykłe "Dzień Dobry" nie łaska?!-wydarłam się z poirytowaniem.Bo nie wiem ile można komuś swoim grubym dubskiem przygniatać nogi!!!
-Złaź puki ci życia szczędzę!-znowu się wydarłam.Tyle, że tym razem poszło jak po maśle.Mój brat podreptał do siebie do pokoju.Nie chętnie wstałam i postanowiłam się wreszcie ubrać.
-Co by tu założyć…-mruknęłam pod nosem.-Już wiem!-wyjęłam ubrania i się przebrałam.W posdskokach złapałam za torbę (bo było już późno).Jak najszybciej się dało, powędrowałam do szkoły.Tak czy siak spóźniłam się na polski.
-Dobry,dobry to pan sobie nie przerywa, a ja siądę-powiedziałam nie zwracając uwagi na nauczyciela, tym samym wuwołując salwę śmiechu.
-Arek zamykaj te drzwi, bo w Tesco chyba mieszkasz-powiedziałam do wchodzącego chłopaka.Rozbawiłam tym samym wszystkich, nawet tego cyborga, potocznie nazywanym nauczycielem.Chłopak spokojnie siadł uśmiechając się do mnie zalotnie.Boże, co on sobie wyobraża?!On po prostu lubi "zaliczać" dziewczyny.Tylko ze mną jakoś mu nie idzie.Poza tym on jest nie w moim typie.Arek na krzywe teksty i W OGÓLE nie jest oryginalny.Chwilkę później zadzwonił dzwonek…
Jest c a ł e szczęście, że po lekcjach.Arek się na mnie uwziął od miesiąca.
-Arek!Moja cierpliwość się kończy!Odpier*ol się ode mnie!Mam ciebie już powyżej uszu!!!-wrzeszczałam na chłopaka.Przechodni się gapili na mnie jak cielęta w malowane wrota.Kiedy już wyładowałam na nim swoje emocje chciałam iść już spokojnie do domu.Jednak chłopak miał inne plany.
-Ale ja ciebie kocham!!!-krzyknął za mną.
-A ja ciebie nie!-Ty mnie kochasz?!Pewnie mówisz to każdej.Co tydzień masz inną dziewczynę!!Halo, obudź się człowieku!Złamałeś serca tym wszystkim nie winnym dziewczynom!-odpowiedziałam i chłopak się zamknął.Trawiłam w jego słaby punkt.Po powrocie do domu troszkę się zdziwiłam.Baron siedział w salonie i rozmawiał z moim bratem.Tylko co on ty robi?!
-Baron?-weszłam głębiej do mieszkania.
-Cześć Andżelika.Słuchaj zabieram cię na wycieczkę-uśmiechnął się tajemniczo.Na wycieczkę?Już się boję.
-Dobraaaa…-przeciągnęłam.
Jestem z Baronem na miejscu.Najpierw nie wiedziałam gdzie jesteśmy, ale teraz już wiem.Siedzieliśmy nad Wisłą.Czułam, że stanie się coś nezwykłego, ale jak na przekór czas to ciągle odwlekał.
-Endżi…-odetchnął głęboko.-Od naszego pierwszego spotkania strasznie się mi spodobałaś.Zawróciłaś mi w głowie.Nie było dnia ani godziny żebym o tobie nie myślał-skończył.O k*rwa, the fuck?!Podręczyć go, czy powiedzieć prawdę?Nie minęło dużo czasu kiedy zorietowałam się, że nasze twarze są dosyć blisko.Nagle Alek zbliżył się jeszcze bardziej do mnie i lekko musnął moje wargi, abym potem mogła go pocałować.To S T A N O W C Z O było najpiękniejsze 5 sekund mojego życia.Po chwili uśmiechnęłam się do niego i szepnęłam:
-Ty mi też, ty mi też.
poniedziałek, 6 maja 2013
Dziękuję!
Moi Drodzy, w tym poście chciałabym Wam wszystkim serdecznie podziękować!
Dziękuję-Tym którzy to czytają.
Dziękuję-Tym którzy komentują.Jesteście dla mnie motywacją :)
Dziękuję-Obserwatorom.
Dziękuję za to, że to czytacie i że podoba Wam się to co piszę.Naprawdę nie wiem co bym bez Was wszystkich zrobiła :')
Jesteście moją motywacją i dziękuje, że jesteście razem ze mną.
Dziękuję!!!
Dziękuję-Tym którzy to czytają.
Dziękuję-Tym którzy komentują.Jesteście dla mnie motywacją :)
Dziękuję-Obserwatorom.
Dziękuję za to, że to czytacie i że podoba Wam się to co piszę.Naprawdę nie wiem co bym bez Was wszystkich zrobiła :')
Jesteście moją motywacją i dziękuje, że jesteście razem ze mną.
Dziękuję!!!
środa, 1 maja 2013
Rozdział 6
Mamy już wtorek.Rano zadzwoniła Letta, że jednak dzisiaj 6 klasy piszą
egzamin i nie mamy lekcji.Trzeba jednakże nadmienić iż nasza szkoła to
podstawówka,gimnazjum i liceum.
Wstałam, ubrałam się i inne takie pierdoły.Kiedy zeszłam po schodach nie uwierzyłam własnym oczom.Był okropny syf.Mój starszy brat zrobił imprezę i schlany na beton nic nie pamięta pewnie.By the way, mama zostawiła kartkę na stole, że mam pójść na spacer z Jackie.Jackie to mój pies.Jest ogromna ( bo to suka, ale mi chodzi akurat o płeć -.- bez skojarzeń) i lubi się bawić.Nic mi nie pozostało tylko ubrać się i pójść do parku z psem.
***
Jestem już w parku z Jackie.Idąc alejkami parku z suczką spotakałam Barona i jego bandę.
-Siemka chłopaki-powiedziałam.Kiedy moi znajomi zobaczyli Jackie omało nie pouciekali.Jednak nieznam się na rasach psów, ale mój akurat był połowy mnie o ile nie wyższy ( mam metr, 75 cm).
-Fajowy pies-uśmiechnął się szczerze Baron.On jedyny nie bał się zwierzaka.Mam pytanie:Czy tylko on z tej całej zgrai widział kiedykolwiek psa na oczy?!!Przecież moja suczka to najnormalniejszy pies na świecie.
-Fajowy?!Przecież ten pies by cię zjadł całego!!!-zaczął panikować Torres.
-Spokojnie.Ona jest pokojowo nastawiona do ludzi-zaśmiałam się czochrając moją małą Jakie.-Moja mała psinka-mruknęłam.-Tak czy siak muszę już spadać.Mój brat pewnie się obudził ze swoimi koleżkami i mają kaca jakiego świat nie widział-powiedziałam zmieszana.
***
Jestem w domu i nalewam wody do jakiś 11 szklanek wyjmując przy tym aspirynę tyle samo razy.Ja nie wiem, ale skąd mój brat wytrzasną 10 kretynów?Ja przypadkiem poznałam 7.Ale 10?!Michał to dopiero ma szczęście do ludzi -.-
-Hej siostra-powiedział jedną ręką trzymając swój obolały łeb, a drugą potpierając się o blat.
-Siemka, tak w ogóle to twoi koledzy mają zamiar się obudzić dzisiaj?I jeszcze jedno:Masz zamiar z tą bandą osłów posprzątać ten chlef?-zaczęłam kazanie.O matko, powoli zamieniam się w moją rodzicielkę.To źle wróży ( z pewnością ).
-Ałaaaaa-usłuszeliśmy donośny jęk z salonu.
-Czyli jescze 9-westchnęłam ciężko.Po tych słowach do kuchni wszedł jeszcze jeden matoł.Powinnam dostać pokojową nagrodę Nobla za to, że jeszcze z nimi wytzymuję.Tych dziesięciu kretynów ciągle u nas siedzi, jakbym własnego domu nie mieli.Nigdy nie zapomnę jak grali w butelkę po pijaku.Takie zadania dawali, że troszkę się zdziwiłam.Pewnie jeszcze kiedyś o tym wspomnę, ale nie teraz.Wracając do tematu, nawet nie zwróciłam uwagi na to, że siedzę sama w kuchni.Wyszłam z pomieszczenia i rozejrzałam się po domu.Nikogo nie ma, ani nikogo nie słyszę.Albo chcą mnie przestraszyć (znowu, chociaż ani razuim to nie wyszło), albo poszli gdzieś indziej.Oby ta druga opcja.Tak czy siak nic nie było do roboty.Wzięłam moją deskorolkę i pojechałam do skateparku.Na miejscu zebrało soę dosyć dużo ludzi.
-Ej, co tu się dzieje?-spytałam dziewczynę w długi kołach stojącą obok mnie.
-Patrz!-wzkazała rampę.Jakiś chłopaczek chciał się pochwalić.Czekajcie...To Tomek!
-Tomek-mruknęłam do siebie.Przecisnęłam się przez tłum ludzi.
-Złaź dzieciaku.Pora na profesjonalistę-powiedziałam.
Chłopak po chwili już stał obok mnie.
-Endżi-mruknął.
-We własnej osobie-pstryknęłam go w nos i poszłam na rampę.Zrobiłam kilkanaście trików i wszyscy nagle zapomnieli o wydarzeniu sprzed paru chwil.
-Gratulacje-powiedział Tomson.
-Dzięki Tomek-zaśmiałam się troszkę kpiąco.
-Ludzie!Oni się znają-krzykęła jakaś postać w tłumie.
-Nie w ogóle Galareta-odrzekłam do znajomego.Galareta,Krata i Banan to moi znajomi ze skateparku.
-Tym razem ci się udało-powiedział i poszedł sobie.
-A tym razem tobie nie-zaśmiałam się pod nosem.
Wróciłam już do domu.Kiedy weszłam do budynku usłyszałam przedziwny dźwięk.Okazało się, że to mój braciszek smacznie śpi, chrapiąc niemiłosiernie.
-Jeszcze 5 minut mamo-powiedział przez sen.Ja nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, ale jakoś się uspokoiłam.Po chwili zadryndał mój telefon.
-Hejka Anka.
-Cześć Endżi.Słuchaj jest sprawa:Z Lettą zerwał chłopak.Musisz szybko przyjeszać i jej pomóc, bo od jej jęczenia głuchnę!
-Zaraz będę-rozłaczyłam się.
Wybiegłam z domu i pędem rzyciłam się do domu Letty.
-Letta, on po prostu nie doceniał tego co ty mu dawałaś.Najwyraźniej nie zasłużył na twoje serce.Musisz się zrelaksować i powiedzieć mu prosto w twarz, że jest piszczalskim chamem-starałam się pocieszyć przyjaciółkę.
-Masz rację-uśmiechnęła się.
-No właśnie-powiedziałam.
-Dzisiaj miało miejsce nietypowe zajście-zaczął prezenter telewizyjny.W wiadomościach było o "pojedynku" kaskaderskim moim i Tomsona.Kiedy wypowiedziano moje imię i nazwisko przyjaciółki w identycznym czasie spojrzały na mnie.
-E tam, chłopak mnie nie lubi.Poza tym pokazałam mu gdzie jego miejsce-odparłam z góry odpowiadając na pytania dziewczyn.
Wstałam, ubrałam się i inne takie pierdoły.Kiedy zeszłam po schodach nie uwierzyłam własnym oczom.Był okropny syf.Mój starszy brat zrobił imprezę i schlany na beton nic nie pamięta pewnie.By the way, mama zostawiła kartkę na stole, że mam pójść na spacer z Jackie.Jackie to mój pies.Jest ogromna ( bo to suka, ale mi chodzi akurat o płeć -.- bez skojarzeń) i lubi się bawić.Nic mi nie pozostało tylko ubrać się i pójść do parku z psem.
***
Jestem już w parku z Jackie.Idąc alejkami parku z suczką spotakałam Barona i jego bandę.
-Siemka chłopaki-powiedziałam.Kiedy moi znajomi zobaczyli Jackie omało nie pouciekali.Jednak nieznam się na rasach psów, ale mój akurat był połowy mnie o ile nie wyższy ( mam metr, 75 cm).
-Fajowy pies-uśmiechnął się szczerze Baron.On jedyny nie bał się zwierzaka.Mam pytanie:Czy tylko on z tej całej zgrai widział kiedykolwiek psa na oczy?!!Przecież moja suczka to najnormalniejszy pies na świecie.
-Fajowy?!Przecież ten pies by cię zjadł całego!!!-zaczął panikować Torres.
-Spokojnie.Ona jest pokojowo nastawiona do ludzi-zaśmiałam się czochrając moją małą Jakie.-Moja mała psinka-mruknęłam.-Tak czy siak muszę już spadać.Mój brat pewnie się obudził ze swoimi koleżkami i mają kaca jakiego świat nie widział-powiedziałam zmieszana.
***
Jestem w domu i nalewam wody do jakiś 11 szklanek wyjmując przy tym aspirynę tyle samo razy.Ja nie wiem, ale skąd mój brat wytrzasną 10 kretynów?Ja przypadkiem poznałam 7.Ale 10?!Michał to dopiero ma szczęście do ludzi -.-
-Hej siostra-powiedział jedną ręką trzymając swój obolały łeb, a drugą potpierając się o blat.
-Siemka, tak w ogóle to twoi koledzy mają zamiar się obudzić dzisiaj?I jeszcze jedno:Masz zamiar z tą bandą osłów posprzątać ten chlef?-zaczęłam kazanie.O matko, powoli zamieniam się w moją rodzicielkę.To źle wróży ( z pewnością ).
-Ałaaaaa-usłuszeliśmy donośny jęk z salonu.
-Czyli jescze 9-westchnęłam ciężko.Po tych słowach do kuchni wszedł jeszcze jeden matoł.Powinnam dostać pokojową nagrodę Nobla za to, że jeszcze z nimi wytzymuję.Tych dziesięciu kretynów ciągle u nas siedzi, jakbym własnego domu nie mieli.Nigdy nie zapomnę jak grali w butelkę po pijaku.Takie zadania dawali, że troszkę się zdziwiłam.Pewnie jeszcze kiedyś o tym wspomnę, ale nie teraz.Wracając do tematu, nawet nie zwróciłam uwagi na to, że siedzę sama w kuchni.Wyszłam z pomieszczenia i rozejrzałam się po domu.Nikogo nie ma, ani nikogo nie słyszę.Albo chcą mnie przestraszyć (znowu, chociaż ani razuim to nie wyszło), albo poszli gdzieś indziej.Oby ta druga opcja.Tak czy siak nic nie było do roboty.Wzięłam moją deskorolkę i pojechałam do skateparku.Na miejscu zebrało soę dosyć dużo ludzi.
-Ej, co tu się dzieje?-spytałam dziewczynę w długi kołach stojącą obok mnie.
-Patrz!-wzkazała rampę.Jakiś chłopaczek chciał się pochwalić.Czekajcie...To Tomek!
-Tomek-mruknęłam do siebie.Przecisnęłam się przez tłum ludzi.
-Złaź dzieciaku.Pora na profesjonalistę-powiedziałam.
-Endżi-mruknął.
-We własnej osobie-pstryknęłam go w nos i poszłam na rampę.Zrobiłam kilkanaście trików i wszyscy nagle zapomnieli o wydarzeniu sprzed paru chwil.
-Gratulacje-powiedział Tomson.
-Dzięki Tomek-zaśmiałam się troszkę kpiąco.
-Ludzie!Oni się znają-krzykęła jakaś postać w tłumie.
-Nie w ogóle Galareta-odrzekłam do znajomego.Galareta,Krata i Banan to moi znajomi ze skateparku.
-Tym razem ci się udało-powiedział i poszedł sobie.
-A tym razem tobie nie-zaśmiałam się pod nosem.
***
Wróciłam już do domu.Kiedy weszłam do budynku usłyszałam przedziwny dźwięk.Okazało się, że to mój braciszek smacznie śpi, chrapiąc niemiłosiernie.
-Jeszcze 5 minut mamo-powiedział przez sen.Ja nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, ale jakoś się uspokoiłam.Po chwili zadryndał mój telefon.
-Hejka Anka.
-Cześć Endżi.Słuchaj jest sprawa:Z Lettą zerwał chłopak.Musisz szybko przyjeszać i jej pomóc, bo od jej jęczenia głuchnę!
-Zaraz będę-rozłaczyłam się.
Wybiegłam z domu i pędem rzyciłam się do domu Letty.
***
-Letta, on po prostu nie doceniał tego co ty mu dawałaś.Najwyraźniej nie zasłużył na twoje serce.Musisz się zrelaksować i powiedzieć mu prosto w twarz, że jest piszczalskim chamem-starałam się pocieszyć przyjaciółkę.
-Masz rację-uśmiechnęła się.
-No właśnie-powiedziałam.
-Dzisiaj miało miejsce nietypowe zajście-zaczął prezenter telewizyjny.W wiadomościach było o "pojedynku" kaskaderskim moim i Tomsona.Kiedy wypowiedziano moje imię i nazwisko przyjaciółki w identycznym czasie spojrzały na mnie.
-E tam, chłopak mnie nie lubi.Poza tym pokazałam mu gdzie jego miejsce-odparłam z góry odpowiadając na pytania dziewczyn.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Rozdział 5
-Wiesz co ja już muszę iść-powiedziałam do Weroniki.Mówiąc to udawałam, że ją lubię.
-Ja też-powiedział Baron odwracając się i dotrzymując mi kroku.Po chwili wyszliśmy z budynku.
-I jakie wrażenie wywarła na tobie Weronika?-spytałam z sarkazmem.
-Ni jakie-odparł uśmiechając się.Szliśmy po parku w sumie bez celu.Jednak wiedziałam, że coś zaraz się stanie.
-Endżi, co robisz jutro po szkole muzycznej?-spytał.
-Nic.W sumie to nic-odpowiedziałam.Chwila, czy właśnie Aleksander Milwiw-Baron proponuje mi prywatne spotkanie?
-A masz czas o 15?-pytał dalej.
-Tak-odpowiedziałam.
-A moglibyśmy się spotkać?-spytał ciszej i nieśmialej.
-Pewno-odpowiedziałam chcąc go pokrzepić.
-To jutro tutaj o 15.00?-chciał się upewnić.
-Dokładnie.Niechcę nic mówić, ale jak mnie zaraz nie będzie w domu to mama mnie zabije.
-Spoko-zaśmiał się cicho.
-To do jutra-pomachałam mu na porzegnanie.
-Tak, do jutra.
***
Dzisiaj jest ten dzień.Poniedziałek, pierwsze spotkanie z Baronem.Nie mam zamiaru dziewczynom nic na ten temat wspominać: będą chciały znać szczegóły.
-Znam ten uśmiech.O co chodzi?-spytała z dociekliwością Wioletta.
-A nic,nic-odpowiedziałam nadal z uśmiechem.Uśmiechałam się głównie dlatego, że fizyka się skończyła, a poza tym jak zawsze cieszę się z życia.Właśnie zadzwonił dzwonek oznaczający matematykę.
***
Całe szczęście, że szkoła muzyczna ( raczej lekcje w niej ) się już skończyły.Spojrzałam na zegarek i widniała na nim godzina 15.Kiedy wyjrzałam zza telefonu ( na nim sprawdzałam godzinę ) przywitał mnie Baron.
-Jaki punktualny-zaśmiałam się.
-Ty też-uśmiał się ( uśmiechnął się, tak na marginesie ).
Spacerowaliśmy sobie alejkami ogromnego parku.W pewnym momencie przed nami szło 6 znanych mi mordek.Szła przedemną i Baronem reszta zespołu chłopaka ( nie mojego :] ).
-Hejka Baron-przywitał się pierwszy.
-Cześć chłopaki-powiedział do reszty.
-A cóż to dama obok ciebie stoi?-spytał się jeszcze jeden.Boże ile ich tu jest?!!
-A to jest Andżelika-wskazał na mnie.
-Hejka-powiedziałam.Zdziwiła mnie troszkę ta sytuacja, ponieważ Łozo i Tomson poznali mnie wcześniej.Chociaż po minie Tomsona dało się zobaczyć, że mnie zna.Na jego twarzy widniał mały grymas niezadowolenia.Pomijając ten fakt było całkiem dobrze.Wszyscy razem spacerowaliśmy sobie po parku.Tylko Tomek udawał, że mnie nie ma.Szedł jak koń na pamięć.Lewa,lewa, lewa,prawa,lewa.to był jego rytm.Mi się zdarzało coś do niego powiedzieć, ale otrzymywałam odpowiedzi typu: tak,nie,dobrze,nie wiem i takie tam.Czemu on jest do mnie tak pesymistycznie nastawiony?Czy ja mu coś zrobiłam?Albo jescze lepiej, czego nie zrobiłam?Cóż, pewnie się nie dowiem.
-Ja też-powiedział Baron odwracając się i dotrzymując mi kroku.Po chwili wyszliśmy z budynku.
-I jakie wrażenie wywarła na tobie Weronika?-spytałam z sarkazmem.
-Ni jakie-odparł uśmiechając się.Szliśmy po parku w sumie bez celu.Jednak wiedziałam, że coś zaraz się stanie.
-Endżi, co robisz jutro po szkole muzycznej?-spytał.
-Nic.W sumie to nic-odpowiedziałam.Chwila, czy właśnie Aleksander Milwiw-Baron proponuje mi prywatne spotkanie?
-A masz czas o 15?-pytał dalej.
-Tak-odpowiedziałam.
-A moglibyśmy się spotkać?-spytał ciszej i nieśmialej.
-Pewno-odpowiedziałam chcąc go pokrzepić.
-To jutro tutaj o 15.00?-chciał się upewnić.
-Dokładnie.Niechcę nic mówić, ale jak mnie zaraz nie będzie w domu to mama mnie zabije.
-Spoko-zaśmiał się cicho.
-To do jutra-pomachałam mu na porzegnanie.
-Tak, do jutra.
***
Dzisiaj jest ten dzień.Poniedziałek, pierwsze spotkanie z Baronem.Nie mam zamiaru dziewczynom nic na ten temat wspominać: będą chciały znać szczegóły.
-Znam ten uśmiech.O co chodzi?-spytała z dociekliwością Wioletta.
-A nic,nic-odpowiedziałam nadal z uśmiechem.Uśmiechałam się głównie dlatego, że fizyka się skończyła, a poza tym jak zawsze cieszę się z życia.Właśnie zadzwonił dzwonek oznaczający matematykę.
***
Całe szczęście, że szkoła muzyczna ( raczej lekcje w niej ) się już skończyły.Spojrzałam na zegarek i widniała na nim godzina 15.Kiedy wyjrzałam zza telefonu ( na nim sprawdzałam godzinę ) przywitał mnie Baron.
-Jaki punktualny-zaśmiałam się.
-Ty też-uśmiał się ( uśmiechnął się, tak na marginesie ).
Spacerowaliśmy sobie alejkami ogromnego parku.W pewnym momencie przed nami szło 6 znanych mi mordek.Szła przedemną i Baronem reszta zespołu chłopaka ( nie mojego :] ).
-Hejka Baron-przywitał się pierwszy.
-Cześć chłopaki-powiedział do reszty.
-A cóż to dama obok ciebie stoi?-spytał się jeszcze jeden.Boże ile ich tu jest?!!
-A to jest Andżelika-wskazał na mnie.
-Hejka-powiedziałam.Zdziwiła mnie troszkę ta sytuacja, ponieważ Łozo i Tomson poznali mnie wcześniej.Chociaż po minie Tomsona dało się zobaczyć, że mnie zna.Na jego twarzy widniał mały grymas niezadowolenia.Pomijając ten fakt było całkiem dobrze.Wszyscy razem spacerowaliśmy sobie po parku.Tylko Tomek udawał, że mnie nie ma.Szedł jak koń na pamięć.Lewa,lewa, lewa,prawa,lewa.to był jego rytm.Mi się zdarzało coś do niego powiedzieć, ale otrzymywałam odpowiedzi typu: tak,nie,dobrze,nie wiem i takie tam.Czemu on jest do mnie tak pesymistycznie nastawiony?Czy ja mu coś zrobiłam?Albo jescze lepiej, czego nie zrobiłam?Cóż, pewnie się nie dowiem.
piątek, 19 kwietnia 2013
Rozdział 4
Jest już poniedziałek.Według mnie jest to niesprawiedliwe, że weekend
trwa tylko 2 dni.Ale co ja na to poradzę?Nic.Więc wracając do tematu jak
zwykle wstałam,ubrałam się i tak dalej i tak dalej.Z Anką i Lettą
jesteśmy umówione pod lodziarnią za 3 minuty.Z pod lodziarni idziemy
prosto do szkoły.Opowiadając wam to wszystko nawet nie zauważyłam kiedy
doszłam do Letty i Ani.
-Siemanko!-krzyknęłam do przyjaciółek.
-No hej!-odpowiedziała Letta i zaraz po niej Ania.Dzisiejszego dnia nie miałam zamiaru wspominać wczorajszej sytuacji.Wiedziałam, że po mimo racjonalnego zachowania, Anka była jakaś smutna i przygnębiona.Rozumiem, że wspomina wcześniejsze czasy, jak to chodziła na randki z Filipem.No, ale trudno nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli.Trzeba się z tym po prostu pogodzić.
-Andżelika Konarzewska-wyczytała mnie nauczycielka tym samym oderwując (?) mnie od przemyśleń.
-Jestem-opowiedziałam udając, że słucham tej baby od fizyki.Nie lubię jej.Jest starą zrzędą.Nic nigdy jej się nie podoba.
Na fizyce z dziewczynami mamy tylko jedno zajęcie: liczenie czasu do przerwy.Właśnie nastał ten czas kiedy dzwonek zadzwonił.Z Lettą i Anką szybko wyszłyśmy z klasy wędrując do innej.
-Endżi daj pracę domową z matmy-poprosiła Letta.Zaraz po tym dałam jej zeszyt.
***
Jest już po lekcjach.Poszłam do domu i zabrałam mój klarnet.Dzisiaj miałam lekcje z gry na nim.Co dzień mam lekcje z innymi instrumentami.Akurat szlam spacerkiem przez park kiedy coś, albo raczej ktoś mnie zaskoczył od tyłu.
-No hej-powiedział dosyć głośno Baron.
-Boże święty!!!Chcesz żebym zawału dostała!?-powiedziałam.Nie powiem, chłopak mnie przestraszył.
-Nie-uśmiechnął się jak ostatni debil tego świata.On jest pierdyknięty czy to mnie się tylko zdaje?Chyba ta 1 opcja.
-No, a poco ci klarnet?-spytał.Jest pierwszą osobą która się o to pyta.Dziwne, co?
-Ponieważ chodzę do szkoły muzycznej i za pół godziny mam zajęcia-odpowiedziałam patrząc się na zegarek.
-Czyli grasz na gitarze i klarnecie?-spytał.
-Nie tylko.Gram jeszcze na pianinie,fortepianie,flecie bocznym i prostym,saksofonie i bębnach-odpowiedziałam wyliczając.
-Czyli krótko mówiąc jesteś multiinstrumentalistką?-pytał dalej.
-W sumie to tak.Nawet idę na studia instrumentalistyczne-
odpowiedziałam.-To
już tutaj.To moja szkoła-dodałam wskazując na duży budynek o fikuśnym
kształcie.-Jak będziesz miał czas to przyjdź na koncert-dopowiedziałam
podając broszurę Baronowi.
-To cześć-powiedział odchodząc.
-Cześć-krzyknęłam za nim.
-To twój chłopak?-spytała się mnie Weronika.Jest najbardziej leniwą,plastikową,próżną i głupią krową jaką świat kiedy kolwiek nosił.
-Nie, to mój znajomy głupia krowo-powiedziałam oschle.W szkole muzycznej wszyscy się jej boją.Nawet nauczyciele.Jednak ja jestem wyjątkiem.Dlatego ta niekompetentna wiedźma chce mi udupić życie.Jakoś jej to nie idzie przez 6 lat.No, ale wracając do tematu nigdy jej nie lubiłam.Głównie przez nią jestem tym kim jestem czyli buntowniczką,zamkniętą w sobie nastolatką.Lecz staram się wyjść na prostą.
Właśnie zadzwonił dzwonek i wszyscy biegli do swoich klas.Tylko nie ja.Ja szłam powoli i rozglądałam się po gablotach wypełnionymi po brzegi pucharami i medalami w dziedzinie muzyki.
-Dobry, sorka za spóźnienie-powiedziałam. Nauczyciel tylko się do
mnie sztucznie uśmiechnął i rozpoczął normalnie lekcje.Jak zwykle ta
lafirynda próbowała mi dokuczać, jednak dzisiaj było inaczej.Różnicą tą
było, że za każdą próbą dokopania mi głupią krowę karcił nauczyciel.Z
tego powodu do końca dnia miałam uśmiech na twarzy.
Dziś jest niedziela i mam koncert.Najbardziej się denerwuję z tego powodu iż mam solówkę, pierwszą w życiu.Jest taki przesąd, że jak poerwszą solówkę zagra się źle to już wszystkie takie będą aż do końca życia.Jednak jeśli przesąd ten jest prawdziwy to mam zamiar zagrać tą solówkę idealnie.Ludzie z krzeseł pospadają.Miejmy nadzieję...W sumie to jak spadną to ich będą tyłki bolały, ale who cares?Nobody.
O k*urwa!Wchodzimy.Wait.Czemu ja się denerwuje?Przecież to już mój 4 koncert w życiu.No więc, wyszłam, zaczęłam grać i teraz jest ten moment...
Fiu!Już po koncercie.Miałam właśnie wyjść, gdy nagle:
-Dobrze Ci poszło-odezwał się głos za mną.Nie potrafiłam go przydzielić żadnej znajomej mi postaci.Jednak wiem, że skądś go znam (głos)...
-Miło mi to usłyszeć od Ciebie Baron-powiedziałam.
-Ode mnie?Jestem zwykłym człowiekiem-poprawił mnie.
-Pozwól, że Cię poprawię: Jesteś zwykłym człowiekiem z talentem, którego zna cała Polska-powiedziałam uśmiechając się ciepło do kolegi.
-Hejka-zawołała Weronika.Czemu teraz?!!Tak miło było!!!!
-Hej, Wera poznaj to jest Alek, Alek to jest Weronika-przedstawiłem sobie dwójkę udając, że lubię Werę.Chyba dobrze mi to wyszło skoro Baron się nabrał.
-Siemanko!-krzyknęłam do przyjaciółek.
-No hej!-odpowiedziała Letta i zaraz po niej Ania.Dzisiejszego dnia nie miałam zamiaru wspominać wczorajszej sytuacji.Wiedziałam, że po mimo racjonalnego zachowania, Anka była jakaś smutna i przygnębiona.Rozumiem, że wspomina wcześniejsze czasy, jak to chodziła na randki z Filipem.No, ale trudno nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli.Trzeba się z tym po prostu pogodzić.
-Andżelika Konarzewska-wyczytała mnie nauczycielka tym samym oderwując (?) mnie od przemyśleń.
-Jestem-opowiedziałam udając, że słucham tej baby od fizyki.Nie lubię jej.Jest starą zrzędą.Nic nigdy jej się nie podoba.
Na fizyce z dziewczynami mamy tylko jedno zajęcie: liczenie czasu do przerwy.Właśnie nastał ten czas kiedy dzwonek zadzwonił.Z Lettą i Anką szybko wyszłyśmy z klasy wędrując do innej.
-Endżi daj pracę domową z matmy-poprosiła Letta.Zaraz po tym dałam jej zeszyt.
***
Jest już po lekcjach.Poszłam do domu i zabrałam mój klarnet.Dzisiaj miałam lekcje z gry na nim.Co dzień mam lekcje z innymi instrumentami.Akurat szlam spacerkiem przez park kiedy coś, albo raczej ktoś mnie zaskoczył od tyłu.
-No hej-powiedział dosyć głośno Baron.
-Boże święty!!!Chcesz żebym zawału dostała!?-powiedziałam.Nie powiem, chłopak mnie przestraszył.
-Nie-uśmiechnął się jak ostatni debil tego świata.On jest pierdyknięty czy to mnie się tylko zdaje?Chyba ta 1 opcja.
-No, a poco ci klarnet?-spytał.Jest pierwszą osobą która się o to pyta.Dziwne, co?
-Ponieważ chodzę do szkoły muzycznej i za pół godziny mam zajęcia-odpowiedziałam patrząc się na zegarek.
-Czyli grasz na gitarze i klarnecie?-spytał.
-Nie tylko.Gram jeszcze na pianinie,fortepianie,flecie bocznym i prostym,saksofonie i bębnach-odpowiedziałam wyliczając.
-Czyli krótko mówiąc jesteś multiinstrumentalistką?-pytał dalej.
-W sumie to tak.Nawet idę na studia instrumentalistyczne-
-To cześć-powiedział odchodząc.
-Cześć-krzyknęłam za nim.
-To twój chłopak?-spytała się mnie Weronika.Jest najbardziej leniwą,plastikową,próżną i głupią krową jaką świat kiedy kolwiek nosił.
-Nie, to mój znajomy głupia krowo-powiedziałam oschle.W szkole muzycznej wszyscy się jej boją.Nawet nauczyciele.Jednak ja jestem wyjątkiem.Dlatego ta niekompetentna wiedźma chce mi udupić życie.Jakoś jej to nie idzie przez 6 lat.No, ale wracając do tematu nigdy jej nie lubiłam.Głównie przez nią jestem tym kim jestem czyli buntowniczką,zamkniętą w sobie nastolatką.Lecz staram się wyjść na prostą.
Właśnie zadzwonił dzwonek i wszyscy biegli do swoich klas.Tylko nie ja.Ja szłam powoli i rozglądałam się po gablotach wypełnionymi po brzegi pucharami i medalami w dziedzinie muzyki.
-Dobry, sorka za spóźnienie-powiedziałam.
***
Dziś jest niedziela i mam koncert.Najbardziej się denerwuję z tego powodu iż mam solówkę, pierwszą w życiu.Jest taki przesąd, że jak poerwszą solówkę zagra się źle to już wszystkie takie będą aż do końca życia.Jednak jeśli przesąd ten jest prawdziwy to mam zamiar zagrać tą solówkę idealnie.Ludzie z krzeseł pospadają.Miejmy nadzieję...W sumie to jak spadną to ich będą tyłki bolały, ale who cares?Nobody.
O k*urwa!Wchodzimy.Wait.Czemu ja się denerwuje?Przecież to już mój 4 koncert w życiu.No więc, wyszłam, zaczęłam grać i teraz jest ten moment...
***
Fiu!Już po koncercie.Miałam właśnie wyjść, gdy nagle:
-Dobrze Ci poszło-odezwał się głos za mną.Nie potrafiłam go przydzielić żadnej znajomej mi postaci.Jednak wiem, że skądś go znam (głos)...
-Miło mi to usłyszeć od Ciebie Baron-powiedziałam.
-Ode mnie?Jestem zwykłym człowiekiem-poprawił mnie.
-Pozwól, że Cię poprawię: Jesteś zwykłym człowiekiem z talentem, którego zna cała Polska-powiedziałam uśmiechając się ciepło do kolegi.
-Hejka-zawołała Weronika.Czemu teraz?!!Tak miło było!!!!
-Hej, Wera poznaj to jest Alek, Alek to jest Weronika-przedstawiłem sobie dwójkę udając, że lubię Werę.Chyba dobrze mi to wyszło skoro Baron się nabrał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)